„Wieczny początek” Szady, czyli marcowe rozczarowanie

Dla miłośnika i badacza-amatora Poniemiecji wydawnictwo Czarne było ostatnio bardzo miłe. Jeszcze pod koniec zeszłego roku ukazało się „Poniemieckie” Karoliny Kuszyk, udana opowieść o Ziemiach Zachodnich, w tym szczególnie tych położonych nad Odrą, od Wrocławia po Szczecin. Kilka dni temu swoją premierę miał też reportaż Beaty Szady o Warmii i Mazurach o trafnym tytule „Wieczny początek”. To cytat z prac socjolożki Beaty Fatygi, która pisze o klęsce wiecznego zaczynania od nowa, częstej w życiu mieszkańców regionu. Trafność kończy się jednak na tytule, bo książka Szady to moje marcowe rozczarowanie. Słaba konstrukcyjnie (czemu geograficzno-historyczny opis regionu trafia do postscriptum?), językowo mierna, refleksyjnie płytka, a do tego zwyczajnie nieciekawa. W kilku rozdziałach słyszymy niemal te same historie, oparte na schemacie idylla przedwojenna – ucieczka (zwana fluchtem) – niepewność powojnia i wahania czy wyjeżdżać, czy zostać. Zmieniają się tylko nazwiska. Czytamy historie dziurawe, tak jak w opowieści o przejmowaniu kościołów ewangelickich przez katolików, opowiadanej prawie wyłącznie z perspektywy tych drugich. Niektórych zaś zupełnie nie ma, tak jak akcji „Wisła”, w wyniku której do warmińskich i mazurskich wsi i miast trafiły dziesiątki tysięcy nowych mieszkańców. Obserwacje autorki, np. te dotyczące rzekomo większego niż na Dolnym Śląsku niezakorzenienia mieszkańców w krajobrazie, są często nietrafione, a wartościowanie w rodzaju nawyku nazywania radzieckich żołnierzy „Ruskimi” czyni tekst nieprzekonującym. Tylko dwa rozdziały tej książki przeczytałem z zainteresowaniem: opowieść o katastrofalnym dla opcji polskiej plebiscycie z 1920 roku i ten o rozbieraczach, czyli ludziach, którzy z pozyskiwania ze starych domów dachówek, cegieł i desek zrobili dobrze działający interes. Tę ostatnią możecie zresztą przeczytać w Magazynie Pismo (https://magazynpismo.pl/rzeczywistosc/reportaz/rozbieracze-warmia-cegla-domy-rozbiorka/) i może dobrze, bo do sięgnięcia po całą książkę Beaty Szady nie zachęcam.