Zabić zabytki. Część druga, czyli o ratowaniu.

W poprzedniej części rysowałem smutny los zabytków w Polsce, które w niektórych miejscowościach są gatunkiem zagrożonym wyginięciem. Choć sytuacja prawie wszędzie jest równie zła, szczególnie boli rujnacja wyjątkowego w skali kraju dolnośląskiego dziedzictwa, o czym od lat pisze na przykład Hannibal Smoke (https://www.facebook.com/HanniSmoke/). Dziś kilka pomysłów na ratunek popadających w ruinę zabytków.

  • Trzeba przekonać inwestorów, że zabytki mogą być atrakcyjną inwestycją, a nie tylko workiem bez dna. Wzorem pozostaje tu przykład Niemiec, gdzie koszty remontu zabytku nie są objęte VATem. Ten prosty system, w którym nie trzeba znać się na pozyskiwaniu i rozliczaniu dotacji jest wyraźnym sygnałem, że ratowanie dziedzictwa może się po prostu opłacić. Dla wielu Polaków wpis do rejestru jest traktowany jako zagrożenie, a nie jako szansa na potencjalne wsparcie i to należałoby zmienić.
  • Państwo powinno zdecydowanie traktować winnych dewastacji zabytków czy ich wyburzeń, bo często zasądzane pięćset czy tysiąc złotych grzywny było kpiną z państwa. Udało się to zmienić w zeszłym roku na skutek nowelizacji ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, która m.in. podwyższa maksymalną wysokość kary za dewastację zabytku i prace bez zezwolenia do 500 tysięcy złotych. Ciągle potrzeba jednak uświadamiania policji i lokalnych władz, że niszczenie dziedzictwa jest poważnym przestępstwem.
  • Właściciele nieruchomości zabytkowych to jednak nie tylko drapieżni deweloperzy, ale i pasjonaci bez których dziesiątki pałaców, dworów czy dawnych kościołów ewangelickich dawno zostałoby wyburzonych.  Powinni być więc traktowani jako partnerzy zasługujący na wsparcie, a nie wyłącznie jako wrogowie, których trzeba pilnować. Tymczasem miejskie służby lubią na przykład kontrolować jakość odśnieżania chodnika przylegającego do nieruchomości, ale znikają, gdy brakuje pieniędzy na ratunkowy remont dachu.
  • Zabytki powinny mieć priorytet przed inwestycjami w nowe budynki. Nie zawsze jest to możliwe, ale na przykład pofabryczny gmach można przekształcić w potrzebny gminie basen czy kino, nawet kosztem zwiększenia budżetu. Zbyt często środki unijne czy lokalne wykorzystywano do budowy nowych obiektów, gdy obok dogorywały stuletnie gmachy. Za wzorce mogą służyć na przykład biblioteki w remontowanych dworcach w Rabce czy Obornikach Śląskich, czy centrum kultury w browarze Bojańczyka we Włocławku (zbieżność nazwisk przypadkowa.)
  • Problem braku lokali komunalnych czy tanich mieszkań na wynajem narasta w Polsce między innymi ze względu na pogarszający się stan śródmiejskiej zabudowy, często pozbawionej podstawowych instalacji. Co rusz pojawiają się lepsze bądź gorsze programy budowy nowych osiedli (Mieszkanie+, wcześniej MDM, ale i inicjatywy lokalne), ale przeważająca ich część jest gwoździem do trumny starych kamienic. W Wałbrzychu stoją już nowe bloki Mieszkania+, kolejne pojawią się niedługo w Zgorzelcu czy Wrocławiu, mimo że we wszystkich tych miastach dziesiątki czynszówek wymagają pilnych remontów. W stolicy Dolnego Śląska na początku tego roku w pożarach spowodowanych prawdopodobnie wadliwą instalacją grzewczą w starych budynkach zginęło aż osiem osób.
  • Znacząco należałoby zwiększyć zatrudnienia w urzędach konserwatorskich, których 35 delegaturom wojewódzkim po prostu brakuje kadr i funduszy. Służby konserwatorskie powinny być merytorycznym wsparciem dla właścicieli, doradzać im w pozyskiwaniu dotacji, utrzymaniu i remontach, a nie tylko weryfikować dokumentację. Dziś rolę konsultacyjną poprzez różne szkolenia stara się pełnić Narodowy Instytut Dziedzictwa i jego regionalne filie, ale zaangażowanie państwa powinno się zwiększyć.
  • Warto byłoby powołać specjalną, centralną instytucję dbającą o najważniejsze dziedzictwo na wzór brytyjskiej English Heritage Trust, opiekującej się ponad 400 zabytkami, w tym Stonehenge czy fragmentami wału Hadriana. Byłby to ratunek dla popadających dziś w ruinę rezydencjami, które mogłyby zostać udostępnione do zwiedzania, podobnie jak w Czechach robi to państwowy Národní památkový ústav. Źródłem funduszy mogłyby być m.in. dotacje państwowych firm, środki budżetowe czy też wsparcie z loterii w ramach Funduszu Promocji Kultury. Byłaby ona uzupełnieniem długo oczekiwanego i powołanego w zeszłym roku Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków (NFOZ), który ma udzielać dotacji. Nowa instytucja mogłaby także odciążyć samorządy czy organizacje pozarządowe wielkim wysiłkiem utrzymujące niekiedy olbrzymie nieruchomości. Tak jest choćby w Kamieńcu Ząbkowickim, gdzie pałac Marianny Orańskiej finansuje niewielka gmina, czy w Lubiążu, gdzie największym klasztorem cysterskim w Europie opiekuje się fundacja. Przejście tych budynków pod kontrolę państwa pozwoliłoby zapewnić ciągłość finansowania, odpowiednią promocję czy wykwalifikowane kadry.
  • Dziedzictwo jest w Polsce umieszczone nierównolegle, podobnie jest ze stanem zachowania budynków, który najbardziej alarmujący jest na terenie tzw. Ziem Odzyskanych. Wiele budynków jest już straconych, ale ciągle możemy uratować unikalne zespoły pałacowe (Bożków, ciągle na sprzedaż), kamienice mieszczańskie, osiemnastowieczne karczmy, czy dziedzictwo industrialne. Wymagają one specjalnego wsparcia, być może funduszu celowego, na wzór Narodowego Funduszu Rewaloryzacji Zabytków Krakowa czy szczególnego programu w ramach NFOZ. Warto tu przy okazji podkreślić fakt smutnej niesprawiedliwości w opiece nad zabytkami, bo krakowski Fundusz dysponuje środkami rzędu 30 milionów złotych rocznie wobec 120 milionów na CAŁY KRAJ w budżetach urzędów konserwatorskich.
  • Podobny fundusz celowy powinien zostać przeznaczony na utrzymanie świeckiej architektury drewnianej. Jej zagłada, podobnie jak wielu budynków na Dolnym Śląsku, to powód do wyjątkowego wstydu. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, ze szczególnym uwzględnieniem czasu po transformacji, niemalże całkowicie wytępiono drewnianą zabudowę w centralnej Polsce, południe i wschód trzymają się niewiele lepiej. Na początku zniknęły drewniane karczmy, czynszówki (Bródno, Bojary białostockie), później prywatne domy. To co wyróżniało polską wieś dziś jest rzadkością, a żeby zobaczyć najbliższe drewniane wsie musimy jechać na Białoruś czy… do Norwegii. Ale o tym już w kolejnym wpisie.

Jedna myśl na temat “Zabić zabytki. Część druga, czyli o ratowaniu.”

  1. Naprawdę dobrze napisane. Wielu osobom wydaje się, że mają odpowiednią wiedzę na opisywany temat, ale z przykrością stwierdzam, że tak nie jest. Stąd też moje pozytywne zaskoczenie. Jestem pod wrażeniem. Niewątpliwie będę rekomendował to miejsce i częściej wpadał aby zobaczyć nowe posty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *