Wspólne, czyli moje

Ulica K. na Starym Mokotowie. Rząd modernistycznych kamienic, większość niedawno wyremontowana, z zachowaniem podziałów elewacji. Przy jasnych murach trawnik oddzielający budynki od chodnika. Ale słowa trawnik używam nieco na wyrost – pełno tu podartych torebek foliowych, połamanych gałęzi, puszek, butelek, ogólnego bałaganu. Nie żeby obok, w części miejskiej, było lepiej – tam trawy już nie ma, bo rozjechały ją samochody (pewnie mieszkańców), śmieci też nie brakuje, wokół psie kupy. Ale przecież to miejskie, czyli niczyje, czekające na rewitalizacje, budżet obywatelski, może jakiś podwórzec (woonerf). A przy ścianie kamienicy to przestrzeń prywatna, wspólnotowa, sądząc po cenach mieszkań w okolicy należąca do wcale zamożnych ludzi. Tak jest na tej ulicy, dwie ulice dalej, sto kilometrów dalej, w dużych i tych nieco mniejszych polskich miastach. Dlaczego tak trudno nam dbać o swoje otoczenie? Dlaczego czekamy, często w nieskończoność, aż inni, miasto czy spółdzielnia, zrobią coś za nas? Dlaczego nie możemy sobie sami zacząć naprawiać ulicy i okolicy?

Bardzo by się nam dzisiaj przydała wiejska tłoka (tłóka), dawna gromadna pomoc, którą opisywał Zygmunt Gloger w „Encyklopedii staropolskiej”:  „piękny słowiański obyczaj ludu rolniczego, dopóki nie zaczęto go nadużywać. Cechował on sąsiedzką wzajemność i ludzką uczynność naszych praojców, bo polegał na bezpłatnej pomocy, niesionej przez gromadę sąsiadowi, który wywdzięczał się za to tylko poczęstunkiem dla tłoczników i gotowością służenia im wzajemnie, gdy który potem zapotrzebował tłoki”. Czyli taki czyn społeczny, ale nie subotnik, nie czyn pierwszomajowy, czy lipcowy, ale gest pozbawiony ideologicznej otoczki. Wspólne sprzątanie okolicy, ale bez Stanisława Anioła, który w walce z warcholstwem zmusza mieszkańców Alternatywy 4 do śpiewania w chórze.

Odpowiednik tłoki do dziś zresztą występuje w Norwegii pod nazwą dugnad i został nawet niedawno wybrany za słowo najlepiej oddające narodowego ducha. To na przykład wspólny remont pomieszczeń lokalnego klubu, malowanie drewnianego domu sąsiada, czy organizacja sąsiedzkiego pikniku. Kiedyś, w kraju biednym, o wymagającym klimacie, podzielonym fiordami i górami, był niezbędny dla przetrwania, dziś, w czasach dobrobytu i silnych instytucji, jest rzadszy, ale ciągle istnieje. A u nas? Co roku przeglądam wyniki katowickiego konkursu Plac na Glanc w którym wybierane jest podwórko do remontu, później projektowane przy współpracy mieszkańców i architektów.  To dobra, nawet wzorcowa inicjatywa, ale przecież setki placów można byłoby wyglancować w kilka weekendów siłami mieszkańców, właśnie w ramach dugnadu. Sąsiedzi łopatami posprzątaliby śmieci, przekopali rabaty, może nawet, dzięki spółdzielnianym środkom kupili drzewo czy ławkę. Bardzo podoba mi się więc inicjatywa opiekunów wieży książęcej w dolnośląskim Siedlęcinie, którzy w tym roku po raz kolejny organizują akcję „Spal kalorie dla Lancelota”, czyli sąsiedzkie sprzątanie okolicy. Nazwę dały średniowieczne malowidła w sali na drugim piętrze wieży przedstawiające legendę o sir Lancelocie z Jeziora, jedyne takie w Polsce, a być może i na kontynencie. Podobnie od lat wolontariusze Ochotniczego Hufca Porządkowania Cmentarza Żydowskiego im. Józefa Rajnfelda dbają o cmentarz na Okopowej, grabiąc liście, czy zbierając gałęzie. Tak dzieje się zresztą nie tylko w Warszawie, ale i dziesiątkach polskich miejscowości, gdzie kirkuty sprząta szkolna młodzież, czy lokalni społecznicy (oraz więźniowie, ale to już nieco inna historia).

Nie czekajmy więc, aż naszą dzielnicę obejmie rewitalizacja czy też w ramach przebudowy ulicy lub remontu budynku dosadzą krzew lub drzewo. Postarajmy się zaopiekować tym, co tuż obok nas, tak jak mieszkaniec kamienicy obok nas, który regularnie podlewa krzewy naprzeciwko swojego domu, żeby nie zmarniały wobec zbyt rzadkich wizyt ogrodników. Jeśli mury straszą tagami i bluzgami, zaprośmy sąsiadów, kupmy farbę lub wypożyczmy myjkę, jeśli podwórko zmieniło się w klepisko, wybierzmy się po worek trawy. Bierzmy przykład z Norwegów, którzy przed świętem konstytucji 17 maja nie tylko wywieszają flagi, ale po prostu sprzątają swoją okolicę.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *